Przy starszym synu jakoś nie udało mi się udokumentować naszych chust i nosideł (może dlatego, że szybko bardzo zmieniał się mój stan posiadania ;).
Przy młodszym zaczęłam od elastycznej Gabi (wrzos), ale ze względu na problemy małego z napięciem mięśniowym szybko przerzuciliśmy się na tkaną. I tak się zaczęło ;) Na razie szukam chust idealnych i ciągle coś zmieniam i testuję.
Nasz stosik na chwilę obecną:
Od dołu:
- fioletowe gekony (śliczne, trochę na razie za grube jak na nasze potrzeby, więc poczekają do jesieni - ale mam co do nich pewien niecny plan ;)
- indio loden (super chusta dla maluszka - cienka i przewiewna - z dodatkiem jedwabiu i ramie, jedyna dla mnie wada to kolor)
- kółkowa bebina znaki zodiaku Bliźniaki (kolejna fajna chusta - cienka a nośna, wolę jaśniejszą stronę, na pewno jak mały podrośnie zawita u nas taka długa - Wodnik albo Byk)
- nosidełko ergonomiczne Marsupi (niezastąpione na sytuacje awaryjne i szybkie wyjścia)
Druga od góry - tradycyjna chusta afrykańska z Ghany (zaspokoiłam ciekawość i chusta szuka nowego domu).
Czwarta od góry - limitowany Gorasol Donau - już nie mój, ale na pewno wróci do nas w wersji długiej za czas jakiś ;)
A tu zbliżenie na gekonki :)
I afrykańska szmatka.
Donau.
Przez chwilę gościł u mnie Nepal Nati. Jednak kolory okazały się nie moje.
I pamiątkowe zdjęcie konopi natur - cudna chusta, mięciutka i przytulna. Już nie u nas, bo była ciut za krótka. Ale jak dla mnie ideał chustowy.
I girasol Symphuo - kupiony przed urodzeniem małego i wymieniony na nosidło ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz